Jak twierdzili alchemicy, nawet banalny ołów, smrodliwa siarka czy wydzielająca szkodliwe opary rtęć mogą zrodzić złoto. I choć nie sprawdza się to w świecie chemii, alchemia działa w świecie ludzi, gdy różne kultury, jednostki i geny zacząć podgrzewać w retorcie miasta. Tak właśnie powstał mit Nowego Jorku. Tak narodziła się jagiellońska wizja Polski. Tak też kwitł Lublin. (więcej…)
wtorek, 3.03.2009
Lubelski tygiel
poniedziałek, 22.12.2008
Wesołych Świąt
Boże Narodzenie tuż, tuż, dlatego chciałbym wszystkim Czytelnikom mojego niedziennika złożyć najlepsze życzenia. Życzę sobie i Państwu spokoju i oddechu, choć chwilowego zapomnienia o kłębiących się codziennych sprawach, zdrowia (zwłaszcza że w zimie o grypę nietrudno) i radości. A pod choinką, mam nadzieję, znajdą Państwo jakąś dobrą książkę.
Gdybyśmy się zaś nie zobaczyli wirtualnie przed Nowym Rokiem, to dokładam kolejną słuszną porcję najlepszych życzeń. 2009 spełnionych planów w 2009 roku!
środa, 17.12.2008
Jerzy na wieży
Siedziałem przy kominku w nowym domu moich dawniej lubelskich, obecnie gorzowskich przyjaciół jak na literata przystało – z literatką w garści. Sądziłem, że to już finał moich podróżniczych atrakcji, gdy Dorota – koordynatorka gorzowskiego oddziału Fundacji „Mam Marzenie”, zaczęła opowiadać o Santoku i podobnie jak ona zakochanym w tym miejscu artyście, Jerzym Gąsiorku. Początkowo słuchałem tego zupełnie niezobowiązująco, w końcu niemal pod nosem mam Kazimierz nad Wisłą, a tam pełne garście malowniczości. Zaraz jednak słuch mi się wyostrzył, gdy doszła do tego, że pan Jerzy jest właścicielem nie jakiejś tam kurnej chaty czy innego wiatraka przerobionego na pracownię, ale prawdziwej wieży. (więcej…)
niedziela, 14.12.2008
Kto rano wstaje… (2)
Stacja Motycz, którą być może pamiętają czytelnicy „Komisarza Maciejewskiego. Morderstwa pod cenzurą”, to tak samo jak przed wojną niezadaszony peron i tablica z napisem. Z napisem „Motycz”, oczywiście. Tam właśnie bladym prześwitem, około 6 rano jakieś trzy tygodnie temu zobaczyłem pierwszy tegoroczny śnieg. A zobaczyłem dlatego, że właśnie tego dnia, kiedy uparłem się złapać ekspres Warszawa-Wiedeń przez Katowice, a potem dwa osobowe Katowice-Gliwice i Gliwice-Opole, tuż za Motyczem ktoś ukradł fragment trakcji. A ja stałem na peronie, zastanawiając się, czy wracać, czy walczyć z przeznaczeniem. (więcej…)
piątek, 28.11.2008
Zgubiła dziewczynka
W jednym z przedwojennych numerów „Głosu Lubelskiego” ukazało się ogłoszenie:
„Książeczkę do nabożeństwa o godzinie takiej a takiej zgubiła dziewczynka, biegnąc koło gmachu K.U.L. Zguba jest do odebrania w biurze Redakcji”.
Nie spodziewałem się, że i mnie przyjdzie zamieścić podobne na blogu! (więcej…)
środa, 5.11.2008
Kto rano wstaje… (1)
Miesiąc temu mieszkańców Lublina zelektryzowała (zelektryzowała dosłownie, bo o elektryczność chodziło) nieoczekiwana wiadomość:
„Około 200 domów w os. Lipniak i tuż za granicą Lublina nie miało rano prądu po tym, jak z linią energetyczną zderzyła się sowa. Do awarii doszło przed godz. 6 rano. (…) Ludzie nie mieli prądu przez godzinę. Sowa nie przeżyła”.
(„Dziennik Wschodni”, 30 września 2008)
Takie są skutki ignorowania własnej natury. Ponieważ sam pochodzę od sowy, nie od małpy i skowronka, dobrze wiem, że 6 rano to całkiem sensowna pora, aby położyć się spać, lecz żeby wstawać i prowadzić aktywne życie?… Takie próby zawsze się źle kończą. (więcej…)
środa, 29.10.2008
Blogopoetycznie
Podziwiam tych samych nastojaszczich blogerów, owych gierojów niusa, u których codziennie coś ciekawego słychać. Nawet jak nic nie słychać, to a to prasę zacytują, a to w YouTubie coś wyszperają i nikt nie może powiedzieć, że ich nie ma. Bloguję, więc jestem, jak rzekłby antyczny filozof. U mnie do zeszłego tygodnia nie było nic ciekawego słychać, sięgnąłem więc po mój ulubiony wiersz Miłosza Biedrzyckiego: (więcej…)
czwartek, 21.08.2008
Magia Grodziska
W zeszłą niedzielę poszedłem z żoną i trójką przyjaciół na jedno ze wzgórz, na których rodził się wczesnośredniowieczny Lublin. Zarazem na jeden z wierzchołków świętego lubelskiego trójkąta – jak widział to miejsce prof. Władysław Panas – z którego spoglądają w stronę Starego Miasta zmarli cadycy, rabini, uczeni w Piśmie i kantorzy zburzonych synagog. Miałem powód i miałem pretekst. Powód był taki, że – wstyd się przyznać – choć znam lubelski kirkut z wielu tekstów, na własne oczy nigdy go nie widziałem. A pretekst – chciałem sprawdzić, czy nie popełniłem błędów, opisując ten niezwykły cmentarz w „Komisarzu Maciejewskim. Kinie Venus”. (więcej…)
czwartek, 7.08.2008
Borys Szyc i Marlena Dietrich
„Borys Szyc jako Zygmunt Maciejewski” – zaproponowała w tych dniach Wirtualna Polska. Ucieszyłem się bardzo, bo jego rola w „Oficerze” była – w mojej prywatnej ocenie – najlepszą kreacją w polskim filmie kryminalnym od czasów porucznika Borewicza. Ze współczesnych tylko scenariusz pierwszego „PitBulla” dorównuje tej postaci świeżością i jakością. Ale zarazem naszły mnie wątpliwości natury ogólnej. (więcej…)
czwartek, 12.06.2008
Z życia kibica
Akurat gdy Polska przegrywała 2:0 z Niemcami, stawiałem ostatnią kropkę w „Komisarzu Maciejewskim. Kinie Venus”. Po drugiej stronie ulicy (i tylko kawałek przez niewielki park) mam jednak bar futbolowy, więc reakcje kibiców mogłem śledzić na bieżąco. No i śledziłem, bo pragnę donieść, iż niedawno sam zostałem kibicem. Tyle że wirtualnym. (więcej…)