Siedlce po 10 latach

Ze szczerym zdziwieniem przyjąłem to, co Marek Krajewski napisał w swoim blogu o niechęci do podróżowania. Dotąd nie spotkałem ani nawet nie słyszałem o nikim, kogo podobnie jak mnie trapiłaby ta wstydliwa przypadłość. Do Siedlec jednak warto było pojechać.

Jest coś niesamowitego w niedużych miastach – tak, wiem, wiem, potrafią być pamiętliwe, mściwe i wredne – jednak z drugiej strony trudno gdzieś indziej spotkać się z podobną gościnnością. Siedlce – zdominowane przez budynek więzienia niczym przedwojenny Lublin – pamiętałem jeszcze z czasów bardziej artystowskich, gdy gościłem tu wraz z innymi autorami antologii „Od nowa”. Z niewiadomych przyczyn sala była wtedy pełna – choć mało kto miał okazję tę antologię wziąć do ręki. A skoro o „Komisarzu Maciejewskim” pisały już i mówiły siedleckie media, wiedziałem, że źle nie będzie.

Byle tylko dotrzeć, rzecz jasna. A ta, zdawałoby się, najprostsza rzecz na świecie jakoś nigdy nie chciała być dla mnie oczywista. I to nie tylko dlatego, że trzeba rano wstać. W dzieciństwie „zmienianie klimatu” traktowałem jak zło konieczne na równi z mlekiem, potem jako nastolatek próbowałem sobie wmówić, że lubię „życie-drogę”, no bo bez tego nie zostaniesz przecież Edwardem Stachurą, nie ma siły. Ale kiedy jesteś po trzydziestce, najwyższy czas przestać się wygłupiać i na siłę zmieniać ekosystem. Dlatego podróżuję głównie w tzw. interesach. A więc aby dotrzeć, tym razem do Siedlec.

Te po raz kolejny okazały się bardzo siedleckie. Niezwykle gościnne organizatorki spotkania z biblioteki miejskiej, które dopytywały, czy Zyga Maciejewski na pewno nie prowadził żadnych śledztw w tych stronach. Sympatyczni dziennikarze, którzy podczas rozmowy wcale się nie spieszyli i nie miałem wyrzutów sumienia, że bez potrzeby zawracam im głowę. I moje odkrycie kynologiczne, bowiem właśnie w Siedlcach, a właściwie w pobliskich Mordach, po raz pierwszy zetknąłem się z pomeranianami. To sympatyczne stworzenia o psiej wylewności, ale zarazem kocio wycofane, do tego puszyste jak młode foki. Gdyby dorobić takiemu trąbę, stworek z „Piątego elementu” nie byłby już najdoskonalszym tworem inżynierii genetycznej. Otoczona pomeranianami Mariola Zaczyńska mało wyglądała na bojową reporterkę, za to na bohaterkę pisanej właśnie książki jak najbardziej. Później pomeraniany przesiadły się na mnie, a Bartka Szumowskiego z „Echa” – który nie tylko towarzyszył mi podczas siedleckich wędrówek, ale wziął na siebie prowadzenie spotkania – oblazły koty. Strach pomyśleć, co zrobiłyby konie Marioli, gdyby czas nie naglił i nie trzeba było wracać do cywilizacji.

Równie uroczy w Siedlcach jest wąski wybór knajp. Nie, żebym miał coś przeciwko lubelskim, skądże znowu, chodzi tylko o to, że na niewielkiej przestrzeni rośnie liczba interakcji. Tak, wiem, wiem, to może denerwować miejscowego bywalca, kiedy roznoszą się wieści o jego niewypłacalności albo komuś bardzo zależy, żeby pójść tam, gdzie na pewno nie spotka znajomych. Ale nie przyjezdnego. Zwłaszcza nie przyjezdnego na gościnnych występach. Właśnie z Bartkiem i parą znajomych zmieniliśmy dopiero pierwszy lokal, gdy niespodziewanie napotkaliśmy kilka osób, które po tym właściwym spotkaniu autorskim również czuły chęć na część nieoficjalną. Takie wpadanie na siebie w Kazimierzu Dolnym to rzecz raczej nudna, choć czasem wygodna, w Warszawie czy Krakowie prawie nie do pojęcia, w Lublinie też mało prawdopodobna, a w Siedlcach proszę bardzo – nie tylko normalna, ale i całkiem sympatyczna. Zwłaszcza że cały czas czekałem, aż wpadniemy na jeszcze jednego znajomego z „Od nowa” – Tomka Budka, który od tamtego spotkania przemienił się w poważnego radiowca. No a na koniec, po zamknięciu knajp, wylądowaliśmy w opustoszałym lokalu redakcji, gdzie do rana dyskutowaliśmy o problemach społeczności lokalnych, i to – wstyd się przyznać jako Polakowi – bez wódki.

Jedna tylko rzecz jest smutna. Gdy 10 lat wcześniej do białego rana oblewaliśmy spotkanie z okazji premiery antologii naszych opowiadań, pamiętam, że do pociągu wsiadłem około szóstej niemal tak świeży jak właśnie budzące się ptaszki. Tym razem w PKS-ie odjeżdżającym tuż po piątej byłem wyraźnie zgnębiony rzeczywistością, a podkrążonymi oczami straszyłem pasażerki. Pociesza mnie tylko, że Bartek i Tomek bliżej rana wyglądali na równie zmarnowanych.

Informacje o Marcin Wroński

Urodzony w 1972 r. w Lublinie, co okazało się brzemienne w skutkach. Absolwent polonistyki KUL, pisarz i redaktor. Debiutował w 1992 r. zbiorem opowiadań „Udo Pani Nocy”, wkrótce wydał też mikropowieść pijacko-przygodową „Obsesyjny motyw babiego lata” (1994). Tworzył piosenki i skecze dla kabaretu „Osoby o Nieustalonej Tożsamości”, był felietonistą i dziennikarzem radiowym, nauczycielem, pisał artykuły o reklamach dla branżowego miesięcznika „Aida-media” i przez długie lata redagował książki dla dzieci, a także pisał do nich teksty. Jest autorem m.in. cyklu lubelskich retrokryminałów o komisarzu Maciejewskim oraz współczesnego thrillera „Officium Secretum. Pies Pański”. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest Marcin Wroński

Odpowiedzi: 4 to “Siedlce po 10 latach”

  • Bartek Szumowski

    Marcinie, Siedlce zawsze powitają Cię z otwartymi rękami. I następnym razem nie zapomną o butelce:) To było niezapomniane spotkanie – tak towarzysko, jak literacko. Długo nie zapomnę dyskusji o designie… nekrologów i nocnego plotkowania:)

  • ToMMy B

    Ech… starzejemy się, Panie Marcinie :). Mnie za to ucieszyło to (oprócz miłego spotkania), że budząc się w sobotę rano, nic w krzyżu nie łupało ;)
    Do natępnego, sympatycznego zobaczenia! Mam nadzieję że nie za 10 lat. I nie zabraknie wtedy polskiego atrybutu biesiadowania w płynie ;)

    A komisarza Maciejewskiego polubiłem. Choć na razie znam go tylko do połowy.

    Pozdrowienia! Tomek

  • Marcin Wroński

    Bartku, Tomku, dziękuję bardzo, jeśli tylko czas pozwoli, wkrótce będzie okazja do podjęcia przerwanych wątków. Na przykład designu nerkrologów :)

  • Po spotkaniu z autorem „Maciejewskiego” : Marcin Wroński

    [...] krótkiej relacji w dziale multimedia i przeczytania wpisu w nieoficjalnym blogu autora [więcej]. Spotkanie autorskie w Siedlcach 29.02.2008, Muzeum Regionalne w Siedlcach, fot. Artur [...]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.