„Dobry policjant wygląda, jakby nie wyglądał, albo wygląda jak bandyta. Tudzież jak alfons” – tak w mojej książce komisarz Hejwowski z Zamościa pouczał młodego Maciejewskiego. Trudno powiedzieć, jaka myśl przyświecała architektowi pałacu Potockich, ale dziś ten budynek – dawny Komisariat Główny Policji Państwowej – wygląda jak tajniak ukryty w tłumie przechodniów.
Staszica 3. Ponura przysadzista bryła – ni to zaniedbany pałacyk, ni dziwnie rozplanowana kamienica, której front chowa się za drzewem, ale dwa skrzydła wyciągają łapy w stronę ulicy. Choć mieszkam w Lublinie od zawsze, ten adres nie kojarzył mi się zupełnie z niczym. Nie, przepraszam – ze starym zakładem fotograficznym w lewym skrzydle, którego właściciel miał dość szczególne sposoby na skłonienie klientów do promiennego uśmiechu („Niech pan powie: seeeks. O, pomogło!”). Poza tym nic, biała plama. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy oglądając po raz pierwszy plan dawnego Lublina, zobaczyłem, że tu właśnie pracował przyszły bohater mojej książki – Zyga Maciejewski.
![]() |
| Tak dziś wygląda komisariat Zygmunta Maciejewskiego. (fot. LOIT) |
Wszystko zaczęło się na przełomie XVIII i XIX w., kiedy po III rozbiorze w skrzydłach niepozornego pałacyku władze austriackie ulokowały więzienie kryminalne i poprawcze. Czym było więzienie kryminalne, rozumiemy doskonale, natomiast poprawcze… o, to już egzotyczna historia! Gdyby spróbować odnieść je do dzisiejszych realiów, było zarazem poprawczakiem, rodzajem obowiązkowego przytułku dla uciążliwych żebraków i najbardziej radykalną wersją domowego „szlabanu”. Tak, właśnie „szlabanu”, ponieważ rodzice mogli tam umieścić czasowo wyjątkowo nieposłuszne dziecko, a mąż źle prowadzącą się żonę.
![]() |
| Tomasz Krajewski, twórca makiety pierwotnego wyglądu pałacu Potockich. (fot. „Kurier Lubelski”) |
W 1815 r. miejsce Austriaków zajęli w Lublinie Rosjanie, jednak przez kolejne 20 lat coraz bardziej ponury pałacyk nie zmieniał swojego przeznaczenia. Opustoszał dopiero po wybudowaniu nowoczesnego na owe czasy więzienia w miejscu dawnego Zamku i został wtedy ochrzczony „starym kryminałem”. Jak pisał w 1839 r. Zenon Sierpiński w swoim przewodniku:
„Pałac Potockich, przy ulicy Zielonej, opustoszony nieco, wielkością jednak i okazałością budowy zdobi miasto. Dwa długie skrzydła czyli pawilony tworzą rozległy dziedziniec; wewnętrzny rozkład pomieszkań wzorowie uskuteczniony. Od strony łąk mury ma wysokie, od miasta zaś o jedném tylko piętrze. Potoccy ustąpili go Rządowi. W roku 1800 umieszczono w nim więzienia kryminalne i poprawcze, dziś zajęty przez wojsko, osobliwie szkołę muzyczną półkową”.
Policje wszystkich krajów są jednak wbrew pozorom tradycjonalistyczne, zatem nie trwało długo, jak umieszczono tam cyrkuł. „Płan goroda Lublina” z 1892 r. informuje, że w pałacu urzędował policmajster – czyli komendant miejskiej policji.
Niepodległość Polski zmieniła wiele rzeczy. Zburzono monumentalną cerkiew na Placu Litewskim, ale budynek przy Staszica 3 wciąż był komendą miejską policji – tzw. Komisariatem Głównym. Jeśli ktoś z Państwa chciałby zgłosić przestępstwo, powinien wykręcić numer 1-62 (bez żadnych prefiksów, bo nikt wówczas o takich wynalazkach nie słyszał), a jeśli w poczuciu obywatelskiego obowiązku pragnąłby donieść na sąsiada komisarzowi Maciejewskiemu z Wydziału Śledczego – 1-91. Przez wąskie, sklepione w półłuki korytarze i na ogół ciasnawe pomieszczenia w ciągu 20 lat II Rzeczpospolitej przewinęło się wielu ludzi – począwszy od całej gamy zapomnianych już podejrzanych czy świadków, a skończywszy na znanych postaciach Lublina. Bywał tu wzywany w związku ze swoją działalnością polityczną komunizujący wówczas poeta Józef Łododowski. Podczas ważniejszych odpraw w stolicy województwa musiał też tu zaglądać znany z „Vabanku” Juliusza Machulskiego komisarz Leon Przygoda, który to, zanim jako oficer warszawskiego Urzędu Śledczego wsadził do więzienia największego wroga Kwinty – Kramera, był komendantem powiatowym w Zamościu, a potem w Siedlcach.
Rok 1939. Na Lublin spadają niemieckie bomby. Podejrzewam, że w tym samym czasie, kiedy płonął hotel Viktorja, Maciejewski na podwórzu komisariatu rozniecał inny pożar – niszcząc akta swoich informatorów. To jednak tylko domniemanie, natomiast jest rzeczą pewną, że w grudniu 1939 r. komisariat znów wrócił do swego funkcjonowania – tym razem jako siedziba Polnische Polizei, do której obowiązkowo musieli się zgłosić wszyscy przedwojenni policjanci. Ostrożne szacunki samych Niemców mówiły, że 6 do 10% polskich „granatowych” stale lub okazjonalnie współpracowało z podziemiem. Inne rachuby podwyższają tę liczbę nawet do 30%. Ponieważ jednak „podziemie” oznaczało w tym przypadku głównie Armię Krajową, powojenna propaganda przedstawiała granatową policję w jak najgorszym świetle, choć stosunek skończonych drani do skończonych bohaterów bez wątpienia nie odbiegał od średniej statystycznej właściwej każdym czasom. Ale cóż się dziwić, skoro jedynym typem słusznego podwójnego agenta mógł być tylko kapitan Kloss!
Po wojnie władza ludowa nie odbiegła w swym praktycznym podejściu od poczynań poprzednich zaborców, zatem nie tylko na Zamku i Majdanku wymienili się raczej strażnicy niż więźniowie, ale również Staszica 3 pozostało adresem komisariatu. Jeszcze w latach 80. była tu milicyjna przychodnia zdrowia. Dziś pałac Potockich należy wprawdzie do KUL-u, jednak jakiś policyjny duch tego miejsca sprawił, że prowadzi się tu zajęcia nie z filozofii czy innej ekonomii, lecz prawa – także karnego.


ja w pałacu miałam emisję głosu i łacinę a studiuję anglistykę
Comment przez magda — poniedziałek, 25.05.2009 @ 22:00 |
Nie wiedziałem, że i do tego doszło. Wcześniej mieli tylko prawnicy. Może to dlatego, że jesteśmy w Unii? :)
Comment przez Marcin Wroński — piątek, 29.05.2009 @ 15:51 |