Marcin Wroński: niedziennik autora

piątek, 21.03.2008

Świątecznie – zawał czy karoshi?

Zaszufladkowany do: Refleksje — Marcin Wroński @ 12:27
Tags: , ,

Mam problem ze świętami, weekendami, wakacjami itp. Mam też ogromne szczęście, że nie jestem ortodoksyjnym żydem, bo gdybym nie mógł w szabas włączyć komputera, dostałbym nerwicy. Tak więc choć życzę Państwu spokojnych świąt Wielkiej Nocy, jeśli ma to być coś więcej niż li tylko konwencja, muszę moje życzenia opatrzyć niespokojnym komentarzem.

To nie tak, że nie lubię świąt – wręcz przeciwnie. Wiem i czuję, że każdemu z nas jest potrzebny czas refleksji. Nie musi to nawet być refleksja religijna, ale taki moment wyrwany terminarzowi, kiedy nie pracujemy ani nie nadganiamy spraw domowych. Siadamy i myślimy. Czytamy Jana Pawła II, Prousta czy nawet antychrysta Woltera – jak kto woli. Oglądamy film, tylko w miarę możliwości nie którąś z dyżurnych świątecznych propozycji telewizyjnych. W zasadzie to wszystko jedno, co zrobimy. Ważne, aby było to coś, co przywoła tę naszą wewnętrzną niesłużbową rzeczywistość, która nigdy nie nadąża za tempem codziennego życia. Próbowałem tego wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie dawałem rady wytrwać.

Kiedy jeszcze byłem niewolnikiem na etacie, wszystko wyglądało inaczej. Dla mojej codzienności gorzej, dla świętowania lepiej. No bo niewolnik, nawet niewolnik zaangażowany w swoje obowiązki – jakim ja byłem, zawsze ma pana. A w tej sytuacji każdy dzień, nawet każda godzina ukradziona panu to nasz osobisty sukces, małe chytrutkie zwycięstwo nad systemem. Więc jak można nie korzystać z dni wolnych wywalczonych przez poprzednie pokolenia niewolników?! Trzeba korzystać, choćbyśmy się mieli zaodpoczywać na śmierć!

Na śmierć? Tu nie ma przesady – świadczy o tym statystyka polskich zawałów. Najwięcej ich przydarza się ludziom w pierwszych dniach urlopu lub w pierwszych dniach po powrocie do pracy – gdy niewolniczy tryb życia ulega gwałtownemu rozregulowaniu, gdy niewolnik sam nie wie, kim jest. Jakaś dzika, instynktowna część umysłu doznaje nagłego przerażenia: Uciekłem od pana – co teraz będzie? Co będzie – znowu mnie schwytali?! Japończycy mają inaczej, ale cóż się dziwić przy ich miniurlopach, które łatwo przeoczyć, zaglądając do terminarza. Polak wyciągnąłby z piwnicy zakurzony czerwony sztandar, z szuflady Wałęsowską Matkę Boską, śpiewał Krew naszą długo leją katy i Wyrwij murom zęby krat. A Japończyk spokojnie idzie do pracy, siada za biurkiem, przyjmuje klienta, gdy nagle…

– Panie Tokamura, co się panu stało? Dlaczego się pan nie rusza?

Pan Tokamura nie może odpowiedzieć, bo dostał karoshi i wcielił się właśnie w pieska żony prezesa. Grozi mu nosówka i szereg innych schorzeń, ale zgon z przepracowania – ta nowa honorowa śmierć nowych Japończyków, już go nie dotyczy. Wciąż będzie wierny, choć nie korporacji.

Widać, i praca, i odpoczynek są równie niebezpieczne. Tak jak z paleniem i niepaleniem – po prostu Twoja decyzja, na jaki rodzaj raka zamierzasz umrzeć. Tyle że – rzecz szczególna – odkąd nie jestem niewolnikiem, robota przestała mnie męczyć. Jestem zrelaksowany zupełnie jak szewc na moim osiedlu – jak trzeźwy, otworzy zakład o dziesiątej, jak popije, to o dwunastej, a niezależnie od tego termin naprawy zawsze ten sam: za tydzień. Niestety mimo tych podobieństw nie potrafię zamknąć swojego warsztatu. Chyba nawet wcale nie chcę, bo głowa sama mi pracuje – międli zdania, wyszukuje informacje, filtruje je i podaje wynik, choćbym był wtedy pod prysznicem.

Wybrałem karoshi zamiast polskiego zawału? Nie, wręcz przeciwnie. Gdy ulegnę namowom i gdzieś pojadę na dzień nic-nie-robienia, potem przez kolejny dzień muszę odpoczywać, żeby wrócić do normy. A gdyby to nic-nie-robienie miało potrwać tydzień, dwa, miesiąc? Nie eksperymentuj – używaj „Olla” prezerwatywy – jak napisał anonimowy przedwojenny copywriter. Więc i ja nie eksperymentuję. Dlatego w te święta życzę sobie wyłącznie równowagi między codziennością a odświętnością, życiem na zewnątrz a życiem wewnątrz. Nie liczę na to, że nauczę się wyłączać głowę jak komputer, chociaż pomarzyć można. A więc marzeń i zdrowych, bezpiecznych Świąt również dla Państwa!

Nie ma jeszcze komentarzy »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.