„Statystyka faktycznie zatrważająca, jednak ciekawi mnie geograficzne rozłożenie tych zabójstw – być może duża część z nich to niekoniecznie „zwykła bandytka”, a ataki organizacji nacjonalistów ukraińskich lub bojówek komunistycznych (czyli de facto agentury sowieckiej)…”
– napisał w komentarzu do „Kryminalnie i statystycznie” Marian Kulig. Oto więc dalszy ciąg statystyki kryminalnej przedwojennej Polski.
| Województwo | Rok 19.. | ||||||||||||||||||||||
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | |||
| białostockie | 8 | 3 | 6 | 3 | 2 | 2 | 2 | 1 | 1 | 1 | 1 | 1 | 31 | 4,80% | |||||||||
| kieleckie | 4 | 4 | 8 | 10 | 10 | 1 | 1 | 1 | 3 | 1 | 2 | 1 | 2 | 3 | 3 | 2 | 56 | 8,67% | |||||
| krakowskie | 1 | 1 | 2 | 4 | 2 | 6 | 1 | 1 | 2 | 1 | 3 | 1 | 1 | 1 | 3 | 3 | 33 | 5,11% | |||||
| lubelskie | 1 | 10 | 6 | 6 | 2 | 5 | 2 | 3 | 1 | 3 | 1 | 1 | 2 | 4 | 3 | 1 | 6 | 1 | 58 | 8,98% | |||
| lwowskie | 1 | 10 | 5 | 7 | 2 | 4 | 4 | 1 | 1 | 2 | 2 | 3 | 7 | 4 | 2 | 2 | 3 | 1 | 61 | 9,44% | |||
| łódzkie | 3 | 5 | 4 | 1 | 2 | 2 | 5 | 1 | 3 | 3 | 1 | 3 | 1 | 1 | 1 | 1 | 1 | 2 | 40 | 6,19% | |||
| nowogródzkie | 2 | 1 | 7 | 4 | 11 | 1 | 1 | 1 | 1 | 3 | 1 | 33 | 5,11% | ||||||||||
| poleskie | 4 | 5 | 14 | 2 | 1 | 2 | 1 | 1 | 1 | 2 | 2 | 1 | 1 | 1 | 1 | 39 | 6,04% | ||||||
| pomorskie | 3 | 1 | 1 | 1 | 1 | 2 | 1 | 1 | 2 | 1 | 1 | 15 | 2,32% | ||||||||||
| poznańskie | 2 | 5 | 7 | 2 | 1 | 2 | 1 | 4 | 1 | 1 | 3 | 1 | 1 | 1 | 32 | 4,95% | |||||||
| stanisławowskie | 4 | 2 | 1 | 4 | 2 | 1 | 3 | 2 | 2 | 1 | 1 | 23 | 3,56% | ||||||||||
| śląskie | 4 | 4 | 1 | 2 | 1 | 1 | 1 | 1 | 2 | 2 | 1 | 2 | 1 | 1 | 24 | 3,72% | |||||||
| tarnopolskie | 10 | 2 | 6 | 4 | 7 | 2 | 2 | 1 | 3 | 4 | 41 | 6,35% | |||||||||||
| m. st. Warszawa |
1 | 2 | 3 | 2 | 2 | 5 | 3 | 2 | 1 | 1 | 2 | 1 | 2 | 4 | 1 | 32 | 4,95% | ||||||
| warszawskie | 4 | 5 | 4 | 4 | 1 | 1 | 2 | 1 | 3 | 3 | 1 | 1 | 3 | 1 | 3 | 3 | 1 | 3 | 2 | 46 | 7,12% | ||
| wileńskie | 4 | 2 | 2 | 8 | 13 | 9 | 1 | 1 | 1 | 1 | 2 | 44 | 6,81% | ||||||||||
| wołyńskie | 4 | 4 | 8 | 3 | 2 | 2 | 2 | 1 | 1 | 5 | 2 | 3 | 1 | 38 | 5,88% | ||||||||
| 15 | 70 | 52 | 71 | 58 | 77 | 38 | 20 | 14 | 20 | 18 | 14 | 19 | 15 | 21 | 21 | 24 | 17 | 19 | 29 | 14 | 646 | ||
| Te i większość dalszych danych na podstawie: Robert Litwiński: Korpus policji w II Rzeczpospolitej, Lublin 2007. | |||||||||||||||||||||||
Na pewno coś w tym jest, że nie tylko „zwykła bandytka” – wystarczy spojrzeć na wyjątkowo niebezpieczne dla policjantów woj. lwowskie z liczną ludnością ukraińską. Jednak zaraz za nim są lubelskie i kieleckie, które nie licząc mniejszości żydowskiej, były dość jednolite narodowościowo, za to istotnie opóźnione cywilizacyjnie. To ważne, bo policyjny „porządek dziobania” wyglądał identycznie jak dziś, czyli dozbrojenie i dosprzętowienie zaczynało się od komendy głównej, szło przez komendy wojewódzkie w większych miastach, potem mniejszych itd. itd. Tak więc szeregowy policjant na wiejskim posterunku w województwie drugiego sortu często nie miał porządnego pistoletu, no chyba że sam sobie kupił.
Na Lubelszczyźnie, która ze względu na pkom. Maciejewskiego interesuje mnie najbardziej, policjanci ginęli tym częściej, im mieli dalej do swojej komendy wojewódzkiej. W samym Lublinie nie wróciło ze służby tylko 3, podczas gdy na terenie powiatu krasnostawskiego 8, a hrubieszowskiego i janowskiego po 7. Nie inaczej musiało być w całej Polsce, zwłaszcza że R. Litwiński jako główną przyczynę śmierci policjantów wskazuje walkę ze zbrojnymi bandami, a dla takich tereny słabo zurbanizowane były znacznie lepszym terenem działania.
Wśród 58 poległych policjantów z województwa lubelskiego przy 32 nazwiskach R. Litwiński [Policja Państwowa w woj. lubelskim, 2001] podaje adnotację „zastrzelony przez bandytów” lub „bandytę”, a tylko do 12 zgonów drogą domysłów można by próbować dopasować wątek polityczny: 3 podczas rewizji, 3 od ran, 1 w trakcie pościgu, 1 zastrzelony przez dezertera, 1 w walce z ludnością chłopską i 3 ze znakiem zapytania. Również sumaryczna liczba zabitych szeregowych funkcjonariuszy i oficerów nie wydaje się wskazywać na to, aby terror polityczny był istotną przyczyną strzelania do policjantów. Terrorysty nie interesowałoby aż tak bardzo uśmiercenie byle posterunkowego, tymczasem od 1919 do 1939 r. zginęło zaledwie 6 oficerów. Nie byli więc oni wyróżniającym się celem, wręcz przeciwnie. Ich liczba w szeregach przedwojennej policji oscylowała w granicach 850, czyli 6 zabitych to mniej niż 1%. Z kolei 640 poległych szeregowych na ok. 30 tys. stanu osobowego to już 2%. Jedynym znanym powszechnie zamachem politycznym – wymierzonym co prawda nie w granatowego oficera, ale blisko, bo w ministra spraw wewnętrznych – było zastrzelenie Bronisława Pierackiego (15 VI 1934) przez Grzegorza Maciejkę, ukraińskiego nacjonalistę z OUN.
Jednak by wyssać z liczb, co tylko jestem w stanie, zwróciłem uwagę na przedwojenne „akcje w Magdalence”, czyli na takie przypadki, gdy jednego dnia w tym samym województwie zginęło co najmniej 2 policjantów. Tu liczby mogły mnie nieco okłamać, bo do pomyślenia są przecież sytuacje, gdy zupełnie przypadkowo w różnych powiatach jeden funkcjonariusz wpada pod pociąg, a inny topi się w rzece. Z drugiej strony mogły mi umknąć i takie wypadki, gdy było kilka ofiar podczas tego samego pościgu za przestępcą, który raz czy dwa przekroczył granicę województwa. Mimo wszystko rysuje to jakiś obraz: naliczyłem 32 serie zgonów, których większość (27) miała miejsce do 1924 r. – przełomowego, jako że on właśnie przyniósł tragiczny rekord 77 poległych (tabela).
W dwóch siódemkach okazuje się tkwić jakaś diabelska arytmetyka, bo jest to zarazem liczba policjantów, którzy – wg moich cokolwiek amatorskich wyliczeń – zginęli w owych seriach: pościgach, dużych akcjach, potyczkach z bolszewikami, a częściej z bandami. Co od razu rzuca się w oczy, aż 58 z nich poległo na polskim Dzikim Zachodzie, czyli na Kresach Wschodnich. Jakie rzeczy się tam działy, można sobie wyobrazić nie tylko na podstawie kresosentymentalnych powieści Zofii Kossak czy Marii Dunin-Kozickiej, ale też suchych faktów przytaczanych przez R. Litwińskiego:
„Była to konsekwencja wykonywania przez policję obowiązków granicznych i walki z działalnością grup dywersyjnych. (…) Wieczorem [18 maja 1924] granicę państwową przekroczyła około trzydziestoosobowa banda uzbrojona między innymi w granaty i karabiny maszynowe. W czasie rabowania miasteczka Krzywicze ostrzelano posterunek, na którym poległ J. Surowski. Po napadzie bandyci, wycofując się w kierunku granicy, spotkali patrol policyjny, w którego skład wchodzili posterunkowi Feliks Gralewski i Antoni Urbański. W trakcie wymiany ognia Gralewski został zastrzelony, a Urbański ranny i pobity kolbami karabinów. Obaj zostali obdarci z ubrania i wrzuceni do rzeki (…). W lipcu zginął w czasie pościgu (…) komisarz Włodzimierz Łopaciński. Został on trafiony czterema kulami z karabinu maszynowego. W czasie bandyckiego napadu na Stołpce 4 sierpnia zginęło siedmiu [!] posterunkowych (…)”.
Kim byli bandyci, którzy wdarli się na kilkanaście kilometrów w głąb powiatu wilejskiego i złupili Krzywicze? Tego, przyznam, nie wiem, natomiast biorąc pod uwagę kierunek, z którego nadeszli, mogli to być ci sami ludzie, którzy niecałe 3 miesiące później w większej sile napadli na Stołpce – położone, co nie wygląda na przypadek, w podobnej odległości od sowieckiego Mińska, na obrzeżu zakola, które tworzyła wokół tego miasta nasza ówczesna granica wschodnia. Jak podaje Wikipedia, drugiego wypadu dokonał radziecki pogranicznik lejtnant Boryszkiewicz na czele ponad 100 sołdatów, jednak czy ten scenariusz nie przypomina działań zagonów tatarskich w czasach, gdy nikomu nie śniło się jeszcze o Kraju Rad i linii Curzona? Czy lejtnant Boryszkiewicz miał w ogóle na myśli jakąś politykę? A może jak przystało na stepowego watażkę po prostu postanowił zagrabić to, co kiepsko pilnowane? No bo jeśli był z wołyńskich Boryszkiewiczów, bez wątpienia wiedział, jak to się robi. Krew nie woda…
Na szczęście Polska wyciągnęła naukę z jego poczynań i 12 września 1924 r. Ministerstwo Spraw Wojskowych wydało rozkaz o utworzeniu Korpusu Ochrony Pogranicza, a 17 września (znów cóż za diabelska numerologia!) określono wojskową strukturę nowej formacji. W 1925 liczba poległych policjantów spadła o połowę, by więcej nie przekroczyć już 30 rocznie. Niemniej i tak nawet w najspokojniejszych latach międzywojnia ginęło ich znacznie więcej niż obecnie.
Jako maniak statystyk czuję się usatysfakcjonowany. Jako kartograf -
tabelkę zamieniłbym na kartodiagram ;).
Co do kwestii, o której wspominał p. Marian Kulig, to z tabelki tak
jednoznacznie nie wynika nic podobnego. Wspomniane lwowskie najwięcej
przypadków “ma” w 1920, co raczej należy łączyć z wojną
polsko-radziecką. Wzrost świadomości narodowej czy też nacjonalizmu
ukraińskiego to np. końcówka lat 30. i “rządowe” burzenie cerkwii
(absurdalny przykład na to, jak polski rząd wzniecił narodowościowe
niesnaski tam, gdzie do tej pory ludzie żyli w miarę zgodnie) na ob.
wschodzie Polski. Tego w tabeli nie widać. Widać natomiast dużo
przypadków śmierci w 1924. Nie potrafię tego połączyć z jakimś
zdarzeniem. Wprowadzenie złotówki? :) Nie, żartuję. Ale może na siłę
się doszukujemy zależności?
Z innej beczki – Marcinie, widziałem, że będziesz gościem Tygodnia
Bibliotek na UMCS-ie. Powiesz coś wiecej? Spotkanie z czytelnikami,
czy jakaś “myśl przewodnia”?
komentarz - autor: Kamil — piątek, 25.04.2008 @ 18:08 |
Katrodiagram to dla mnie za trudna forma ;) Rok 1924 był tak naprawdę konsekwencją 1920 i tego, że nie obsadzono wschodniej granicy wojskiem, ale zbyt słabymi siłami policyjnymi. Po prostu doszło do kulminacji wypadów, które trwały przez cały czas. Naprawdę Dziki Zachód! Np. we wrześniu 1924 ok. 40-osobowa banda napadła na pociąg pod Łunińcem (poleskie). W pociągu jechali sobie pan wojewoda, pan senator, komendant okręgowy policji i kilkunastu policjantów eskorty. Zostali rozbrojeni i obrabowani, a dowódca bandy – oczywiście sowiecki pogranicznik, komendant odcinka – wręczył pokwitowanie z podpisem: “Ataman Trofim Kalinienko, kwatera główna, Timkowicze”. Utworzenie KOP-u uzdrowiło sytuację.
A w sprawie wizyty na UMCS-ie to nie wiem wcale więcej niż Ty. Będzie to tradycyjne spotkanie, jednak jestem go bardzo ciekaw. Z racji miejsca liczę na nieco inny zestaw pytań niż zwykle ;) Zapraszam 7 maja o godz. 13 (taki poranek autorski, można powiedzieć).
komentarz - autor: Marcin Wroński — sobota, 26.04.2008 @ 14:12 |
Teraz Pan mnie zastrzelił, Panie Marcinie, ale czytam sobie właśnie Litwińskiego i powoli mi się układa w głowie obrazek – nie wiem tylko jeszcze, co przedstawia i czy wogóle coś…
;-)
Co do roku 1924, wspomnianego przez p.Kamila, to ewidentnie jest on wynikiem pełnienia przez Policję roli straży granicznej i wzmożonej penetracji kresów wschodnich przez bojówki sowieckiie po przegranej wojnie. Potem liczba ofiar wśród policjantów spada, bo utworzono jednostkę wyspecjalizowaną – Korpus Ochrony Pogranicza.
komentarz - autor: mariankulig — poniedziałek, 19.05.2008 @ 13:19 |
Ja też, Panie Marianie, poczułem się zastrzelony, i to z bliska, kiedy przeczytałem o tym wydarzeniu!
komentarz - autor: Marcin Wroński — poniedziałek, 19.05.2008 @ 22:56 |
Wciąż przegryzam się przez “Korpus…” ale wydaje mi się, że układ danych i podane przypadki wskazują na trzy przyczyny dużej śmiertelności wśród policjantów:
- kiepskie wyszkolenie i “usprzętowienie” policjantów połączone z działaniem w pojedynkę,
- duża ilość broni w obiegu (było tuż po wielkiej wojnie i w trakcie wojny bolszewickiej),
- wykonywanie zadań ochrony pogranicza (po utworzeniu KOP liczba poległych policjantów spada o połowę) – nie udało mi się dotrzeć do informacji o stratach KOP.
Potwierdza się też, że działalność sowiecko-komunistyczna ewidentnie zapełniła mały policyjny cmentarzyk…
Trzeba też pamiętać, że stosunek władz PP do “fukcjonariuszy niższych” był taki jaki był i śmierć posterunkowego czy nawet przodownika raczej nie powodowała szeroko zakrojonego śledztwa i akcji odwetowej (a takie nam pokazują na filmach gangsterskich o Stanach Zjednoczonych lat prohibicji)…
komentarz - autor: mariankulig — środa, 28.05.2008 @ 13:33 |
Dokładnie tak, właściwie w tej konkretnej statystycznej materii i moja wiedza kończy się na podobnych wnioskach. Podkreśliłbym tylko jeszcze raz to, co napisałem wcześniej – że na moje wyczucie (ale powtórzę: wyczucie) należy bardziej mówić o bandytyzmie niż agenturze. W tym wypadku, rzecz jasna, te sowieckie wypady były na rękę bolszewikom, natomiast ich bezpośredniego impulsu upatrywałbym w zupełnie niepolitycznej chęci dorobienia się w drodze rozboju. Te dwie przyczyny musiały się bez wątpienia przeplatać, jednak nie wygląda to wszystko na w pełni zaplanowane i metodyczne działania agentów obcego wywiadu.
No i rzecz znamienna, Warszawa obudziła się dopiero, gdy ofiarą napadu został też pan wojewoda :) Litwiński w kilku miejscach pisze też o tym, że wojskowi traktowali policjantów jak istoty niższej kategorii, a urzędy jak gońców. To kłóci się nie tylko z wizją policji, jaką znamy z amerykańskich filmów (wszak jedno z przykazań mafii to że glinom odpala się dolę, ale do nich nie strzela). Nijak to też nie pasuje do obrazu “pana władzy” z polskich filmów o międzywojniu. Słowem, policjantom pracowało się gorzej niż dziś.
W “Komisarzu Maciejewskim” nie “odkłamałem” tego wprawdzie tak, jakby należało z historycznego punktu widzenia (wymóg konwencji), ale chyba trochę realizmu udało mi się przemycić. Oczywiście nie mogę mieć pewności, ale sądzę, że właśnie przez to “Komisarz” spotkał się z przychylnym przyjęciem właśnie przez policjantów.
komentarz - autor: Marcin Wroński — środa, 28.05.2008 @ 23:51 |