Marcin Wroński: niedziennik autora

poniedziałek, 19.05.2008

Pooociąg osobooowy…

Zaszufladkowany do: Zdarzenia — Marcin Wroński @ 21:44
Tags: , , , ,

Warszawa, jak chyba większości prowincjuszy, kojarzy mi się przede wszystkim z Dworcem Centralnym. Ostatnio nawet coraz bardziej, bo w zapędzeniu tej Warszawy w Warszawie prawie nie widuję – z dworca w auto, autem na miejsce, a potem na dworzec. Jadąc na Targi Książki, postanowiłem nieco zmodyfikować ten schemat, ale rzeczywistość okazała się silniejsza.

Chęci miałem dobre. Przede wszystkim nie wybrałem się pociągiem, tylko busem. To taka puszeczka na kółkach, która mimo dwojącej się i trojącej klimatyzacji działa niczym objazdowa sauna. Człowiek wysiada wprawdzie jakby mniej śmierdzący niż z wagonu drugiej klasy, za to bardziej spocony. Im ktoś większy i grubszy, tym gorzej – ja jeszcze jakoś daję radę. No i druga rzecz – nie czekało żadne auto. Bardzo dobrze, miałem w perspektywie niemalże dwustumetrowy spacer po stolicy z Alej Jerozolimskich do Pałacu Kultury. Ścisnąłem mocniej teczkę, z fasonem przewiesiłem płaszcz przez ramię i ruszyłem niczym Barejowski bohater po treblinki. Ale choć iglica poradzieckiego gmachu sterczała wysoko ponad moją głową, jak to w Warszawie – znalazłem się jednak na dworcu. Zobaczyłem bowiem kolejkę do kas i usłyszałem megafon: „Pooociąg osobooowy z Kutna do Warszawy Zachooodniej odjedzie z peronu trzecieeego. Matko pamiętaj – dziecko twój skarb”. W zdumieniu rozdziawiłem gębę i wówczas dopiero do mnie dotarło, że mi się zdawało, że to moja wyobraźnia bierze formę za treść, ponieważ ów beznamiętny, zmęczony (znudzony?) głos damski tak naprawdę nie mówi o pociągach, ale o spotkaniach z autorami. Ze zgrozą skonstatowałem, że za godzinę ta pani zapowie również mnie – a już za późno, by uciec do Kutna…

Nie, nie, w żadnym razie nie jestem niewdzięcznikiem, bardzo lubię w swojej pracy to, że dostarcza mi pretekstów do rozmów z innymi pisarzami, dziennikarzami i czytelnikami. Tylko na marokańskim suku czy innym Bazarze Różyckiego pełnym książek, gadżetów edukacyjnych czy nieodpadających od kartki superdokładnych zakładek-odnośników trudno zdobyć się na coś więcej niż wypluwanie truizmów. A przecież wiele rzeczy z sensem chciałoby się powiedzieć z okazji – bądź co bądź – Święta Książki. Tyle że to święto nowego typu – niczym niedziela w hipermarkecie, gdzie brak miejsca i czasu na rozmowę, gdzie musi wystarczyć wpadnięcie na siebie czy mniej lub bardziej przypadkowe zetknięcie. No ale cóż zrobić – zawsze lepiej tylko się zetknąć niż nie spotkać się wcale… Być może właśnie z tych refleksji wziął się mój spontaniczny wygłup pt. „Wroński frasobliwy” złapany w obiektyw en face przez fotoreportera Modowo.pl, a z profilu przez Mariolę Zaczyńską.

Ale dzięki takim doświadczeniom tym bardziej doceniam mniejsze spotkania, również te całkiem kameralne. Brak im marketingowej tuby, za to jest czas i miejsce na autentyczną rozmowę człowieka z człowiekiem. Niedawno, bo zaledwie półtora tygodnia przed Targami, miałem przyjemność gościć w Bibliotece Głównej UMCS, która zaprosiła mnie w ramach Tygodnia Bibliotek. Była to wyjątkowo miła godzina (zresztą godzina z ogonkiem), bo prowadzący spotkanie bibliotekarz, p. Grzegorz Szczypa, przygotował się do swojej roli tak sumiennie, że o rzeczach, które napisałem, wiedział więcej ode mnie. I odszukał ślady „Komisarza” w prawie wszystkich wcześniejszych tekstach, nawet w prehistorycznym już „Obsesyjnym motywie babiego lata”. Istotnie, tam właśnie po raz pierwszy pojawił się Zygmunt Maciejewski – wówczas bojowiec organizacji wywrotowej, który miał pomachać niemieckim pismem pornograficznym na znak rozpoczęcia rewolucji. Nie miał nic wspólnego z Maciejewskim-policjantem, jednak dzięki rozmowie o tej niby przypadkowej zbieżności imienia i nazwiska po raz pierwszy od dawna poczułem się autorem wszystkich swoich książek, a nie tylko ostatnio recenzowanej.

Dwa dni później byłem na kameralnym konwencie tyciKON – nieco skonfudowany, że na spotkaniu fantastów akurat o fantastyce nie będę miał nic nowego do powiedzenia. Jednak Marcin Słowikowski – recenzent portalu Paradoks, tym razem w roli prowadzącego – umiejętnie sprawił, że „Komisarz” okazał się wystarczającym pretekstem do rozmowy, a o samej fantastyce było nawet mniej niż na UMCS-ie. Ciekaw jestem bardzo, na co zejdzie rozmowa o Maciejewskim w filiach lubelskiej Biblioteki Łopacińskiego, które zaczną się już w pierwszy piątek czerwca. Cieszę się na nie tym bardziej, że „Komisarz Maciejewski. Kino Venus” w roboczej wersji powinien być już zamknięty, więc z wolniejszą głową i ja mam nadzieję być ciekawszym rozmówcą.

5 komentarzy »

  1. Byłem na targach w niedzielę, więc okazji do zobaczenia spotkania z Tobą nie miałem, podobnie jak nie udało mi się zauważyć (bo i nie szukałem zbytnio) plakatów promujących Lublin w stolicy (ponoć są). Atmosfera targów zbliżona do tego dworca, o którym wspominasz. Ludzie płynący w dwie strony. Dużo ludzi. Ale chyba taki urok tej imprezy. Kilka rzeczy nie powiem, ciekawych – np. białoruskie stoisko z dużą liczbą map (coś tam wygrzebałem dla siebie, jako fanatyk…).
    Dobrze wiedzeć, że “Komisarz dwa” :) już się kończy w wersji beta. A powiedz coś o tych filiach Łopacińskiego, bo wygląda to jak seria spotkań. Szczerze mówiąc, skojarzyło mi się z pierwszymi piątkami – “zaczną się w pierwszy piątek czerwca”. A następne w pierwszy piątek lipca i tak dalej? ;)
    Jeszcze o targach: nie napisałeś czy, mimo ekspresowej formy targów, spotykałeś kogoś “z Polski”, kto Komisarza czytał. Miałeś oddźwięk od nielubelskich czytelników? Zachęciłeś kogoś do odwiedzenia miasta? Może to Maciejewski powinien być na tych plakatach, o których napisałem na początku ;).

    Comment - autor: Kamil Nieścioruk — środa, 21.05.2008 @ 10:01 | Odpowiedz

  2. Spotkanie w filiach to nie całkiem będą pierwsze piątki :) Pierwsze jest faktycznie w 1. piątek, ale kolejne w 2. i 3. Dokładniej: 6 czerwca, godz. 18.00 – filia nr 21, Rynek 11 (Stare Miasto); 13 czerwca, godz. 18.00 – filia nr 13, ul. Grażyny 13 (LSM); 20 czerwca, godz. 18.00 – filia nr 26, ul. Leonarda 18 (LSM). Będą to raczej kameralne spotkania – coś jak dyżury dzielnicowego, jak sądzę :) O ile wiem, wydawca planuje przy okazji konkurs, w którym można wygrać “Maciejewskiego”, ale nie znam jeszcze szczegółów.

    A w Warszawie – no cóż, nikogo do niczego nie zachęciłem, oprócz znajomych wydawców i pisarzy tak naprawdę z nikim nie porozmawiałem, stąd mój brak entuzjazmu do targów. Ktoś podchodził z książką, podpisywałem, dwa słowa o niczym i czytelnik biegł do innego stoiska – jak w hipermarkiecie. Taki urok imprezy – co słusznie zauważyłeś. W Realu czy innym Tesco też raczej nie stajemy przed proszkiem do prania, by porozmawiać o potędze współczesnej chemii gospodarczej ;)

    A Maciejewski na plakacie promującym Lublin – ha, to nie byłoby złe! Ale wody w Bystrzycy jeszcze trochę musi upłynąć. Na razie magistrat przygląda mi się życzliwie, choć z takimi pomysłami jakoś się nie wyrywa ;) Tak więc póki co wracam do “Komisarza 2″.

    Comment - autor: Marcin Wroński — środa, 21.05.2008 @ 12:40 | Odpowiedz

  3. Atmosfera Targów Książki faktycznie przypomina tę ze stadionu dziesięciolecia – gwar, szum, tłumy przepychających się i oglądających z daleka. W tym roku mogłam odwiedzić pałac tylko w niedzielę, więc dotknęły mnie niedogodności. Z drugiej strony – jeśli odwiedzę Targi w piątek koło południa, to ominą mnie spotkania z pisarzami… Trudno wybrać:)

    Plakatów promujących Lublin nie widziałam, ale myślę intensywnie nad tym,żeby Lublin odwiedzić. Może zrobię sobie prezent na Dzień Nauczyciela?;)

    Comment - autor: Prowincjonalna nauczycielka — czwartek, 14.08.2008 @ 8:21 | Odpowiedz

  4. Październikowy Lublin jest bardzo ładny, jeśli bardzo nie pada, więc wycieczkę z okazji Dnia Nauczyciela polecam :) Z kolei 23 i 24 X zapowiadają się w Lublinie – na razie wstępnie – małe “święta maciejewskie”: premiera książki i jakieś uliczne atrakcje. To na razie nie jest to jeszcze ustalone na 100%, ale przymiarki trwają. Na razie zapraszam więc niezobowiązująco :) Niestety raczej nie będzie to weekend (chyba że część obchodów Dnia św. Zygi zostanie przełożona np. z powodu pogody), bo z kolei w sobotę 25 X planuję być w Krakowie na Targach Książki.

    Comment - autor: Marcin Wroński — czwartek, 14.08.2008 @ 12:18 | Odpowiedz

  5. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi weekend “nauczycielski” – choćby dlatego, że wędrować będę z bardzo północnej krawędzi Polski, a chciałabym móc spędzić w Lublinie więcej niż kilka godzin:) Wszystko na razie pozostaje w sferze planów -zobaczę jak będzie z realizacją:)

    Pozdrawiam

    Comment - autor: Prowincjonalna nauczycielka — sobota, 16.08.2008 @ 15:20 | Odpowiedz


Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.