Pisanie drugiego kryminału o komisarzu Maciejewskim powoli zbliża się do magicznego słówka KONIEC, a ja przenoszę się w czasie. Zapytany o godzinę odpowiadam: Któraż godzina? Pan poczeka, się sprawdzi. Jest kwadrans na drugą, gdy zaś przez pomyłkę kupię niewłaściwy jogurt, to wołam: O ja nieszczęsny! Nawet nie sądziłem, że dotknie mnie to tak mocno, że naprawdę można równocześnie żyć w dwóch czasach. Sprzyja temu Internet pochłaniający wszystko, co tylko da się zapisać cyfrowo. Oto jedna z wyszperanych w nim perełek:
Jakże współczesny telegraficzny skrót ponaddwugodzinnej projekcji, podczas której w latach 30. niejedna damska chusteczka nasiąkła rzewnymi łzami i po której niejeden widz płci męskiej miał niespokojne sny! Ten krótki filmik daje jednak wyobrażenie o talencie i urodzie mało w Polsce znanej amerykańskiej aktorki Louise Brooks zdystansowanej na naszych ekranach przez Marlenę Dietrich czy rodzimą heroinę Janinę Smosarską. Ale to ona mimo filigranowej figury i twarzy porcelanowej lalki była w swoim czasie potężnym symbolem seksu. Dość powiedzieć, że właśnie Brooks wprowadziła modną wówczas fryzurę na pazia.
Nie mógł jej nie znać z białego ekranu podkomisarz Zyga Maciejewski, stąd bohaterka „Puszki Pandory” z 1929 roku odegra niezbyt może eksponowaną, jednak ważną i symboliczną rolę także w „Komisarzu Maciejewskim. Kinie Venus”. Bo przedwojenne kobiety dzieliły się przecież na ładne, piękne i… na Louise Brooks.
Również lubelskie kino o jakże powieściowej nazwie „Venus” nie jest tylko romantycznym wymysłem autora. Istniało w roku 1931, więcej: istnieje do dziś; kto będzie w Lublinie, może sam sprawdzić na ul. 1 Maja. Co prawda za PRL-u, by lepiej pasować do czasów i dzielnicy, przezwano je na „Robotnik”, ale to już inna historia, z którą Louise Brooks wolałaby nie mieć nic wspólnego.
Taaaaak. “Kwadrans na drugą”…
:-)
Cóż byśmy, nieszczęśni, zrobili bez internetu – nie tylko youtube ale dostęp do przedmiotów bardzo namacalnych i praktycznych (acz stylowych) byłby bez tej paskudnej sieci mocno utrudniony.
Sam ubieram się stosunkowo klasycznie i (poza niezbędnym do pracy komputerem) działam raczej analogowo, ale właśnie uświadomił mi Pan, ile rzeczy zupełnie niewspółczesnych zdobyłem albo kupując je przez internet albo zdobywając w inernecie informacje o mozliwościach zakupu – począwszy od tak niezbędnych rzeczy jak zegarek (allegro) czy wieczne pióro z nieistniejącej już firmy (prezent, ale ofiarodawca zdobył je na okazyjnie na e-bayu) a kończąc na rzeczach zupełnie niepraktycznych.
Ot, globalna wioska z globalnym pchlim targiem…
;-)
komentarz - autor: mariankulig — środa, 28.05.2008 @ 11:51 |
Bardzo, bardzo się cieszę, że Louise Brooks zostanie przywołana na kartach “komisarza Maciejewskiego”. Uważam, że była najpiękniejszą, najbardziej zmysłową kobieta kina. Polecam stronę http://www.pandorasbox.com, ale Pan, Panie Marcinie zapewne już ją zna, jako admirator (co wnioskuję z tekstu) Louise.
komentarz - autor: Bella — środa, 28.05.2008 @ 15:13 |
Panie Marianie, Internet to prawdziwie wielki wynalazek niczym penicylina. Przecież to dzięki niemu miałem przyjemność Pana poznać. Bez Internetu trudno mi także wyobrazić sobie pracę pisarską – co najmniej 3/4 materiałów źródłowych (zwłaszcza drobnych, ciekawostkowych) czerpię właśnie z Sieci. Ale oczywiście chcąc nie chcąc codziennie czytam na stronach internetowych takie rzeczy, że chwilami staję się wrogiem wolności słowa ;)
Pani Bello, to bardzo miłe, że wspólnie kochamy się w Louise Brooks! Ale muszę wyznać, że jestem jej niejako wtórnym admiratorem. W pierwotnej wersji Maciejewski miał snuć przemyślenia dotyczące M. Dietrich (czyli jakże klasycznie, popkulturowo do bólu), ale wtedy żona zwróciła mi uwagę na tę wspaniałą aktorkę. W dodatku to właśnie jej rola w “Puszce Pandory” znacznie lepiej pasuje do kontekstu. Można więc powiedzieć, że jestem dopiero początkującym admiratorem L. Brooks.
komentarz - autor: Marcin Wroński — środa, 28.05.2008 @ 23:23 |
A ja nie o Louise Brooks, choć nie powiem, nie powiem…
Kino “Venus” dla mnie to jednak “Robotnik”, bo przecież nie pamiętam “orygianłu”… Muszę przyznać, że sama sala była chyba moją ulubioną. Miała coś… fotele w taki miły sposób twarde.
Skoro blog o literaturze, to małe wspomnienie: kiedyś byliśmy na klasowym wyjściu do kina, w “Robotniku” właśnie. Jako jedyny z klasy (lub jeden z nielicznych?) wysiedziałem do końca. Cóż to był za film? A według mnie świetna ekranizacja “Dziadów”, czyli “Lawa”. Dawno nie widziałem, ale wtedy zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie.
Marcinie, na kiedy planujesz zagoszczenie nowego “Komisarza” na półkach?
komentarz - autor: Kamil Nieścioruk — piątek, 30.05.2008 @ 8:50 |
Przyznam się, Kamilu, że prawie nie pamiętam “Robotnika”. Oczywiście cały czas miałem świadomość, że takie kino istnieje, ale byłem w nim najwyżej 2 razy i jedyne co mi utkwiło w pamięci, to że zawsze siadał przede mną jakiś dryblas – ale to raczej nie byłeś Ty ;) Pamiętam więc przede wszystkim wyjątkowo jak na kino niewielką pochyłość widowni, a to nie jest najlepsze skojarzenie :)
“Lawa” za pierwszym razem też podobała mi się bardzo, za drugim już umiarkowanie. Ale nie jestem dobrym miernikiem, bo w ogóle mam wyjątkowy sentyment do “Dziadów”. Nie żeby znać na pamięć całą Wielką Improwizację, oczywiście! Zaś “Komisarz 2″ powinien już stać się książką w miarę wczesną jesienią – może nawet we wrześniu. Choć jeszcze za wcześnie, aby o tym wyrokować, to tylko w miarę realistyczny plan. Jednak jest mi bardzo miło, że czekasz na kolejne śledztwo Maciejewskiego :)
komentarz - autor: Marcin Wroński — sobota, 31.05.2008 @ 3:18 |
Również czekam na kolejne śledztwo Maciejewskiego, mam nadzieję, że nie zabraknie w nim Zakrzewskiego :) Rozumiem, że pojawią się komplikacje w miłosnym życiu Maciejewskiego (“bo to zła kobieta była”)?
komentarz - autor: Bella — poniedziałek, 2.06.2008 @ 10:18 |
Oczywiście, Zakrzewskiego nie może zabraknąć – podobnie jak komplikacji sercowych, bo czymże bez nich byłoby “Kino “Venus”"! Pod tym względem już dziś gwarantuję pełną satysfakcję :) Być może przedwojennym zwyczajem powinienem dodać: “inaczej kasa zwraca za bilety”, niestety nie ja kasę trzymam ;)
Natomiast jeszcze a propos wątku internetowego, który podjął pan Marian – dziś żona przyniosła z pracy dowcip, który mnie wyjątkowo ubawił:
Na ulicy stoi dziewczynka i płacze. Podchodzi jakaś pani i pyta:
- Zgubiłaś się, dziewczynko? A jak się nazywasz?
- Kasia.
- A gdzie jest twoja mama?
- Nie wiem.
- A którędy przyszłaś?
- Nie pamiętam.
- A może pamiętasz swój adres?
- Tak… chlip… wuwuwu… chlip, kasia kropka pl.
komentarz - autor: Marcin Wroński — wtorek, 3.06.2008 @ 21:38 |
:-)))))
Przypomniał mi Pan, Panie Marcinie, e-mail, który krążył kilka lat temu:
——————————————-
PO CZYM POZNASZ, ŻE ŻYJESZ W XXI WIEKU?
1. Własnie próbowałeś wprowadzić PIN do mikrofalówki.
2. W swoim notesie masz listę piętnastu numerów telefonów swojej najbliższej trzyosobowej rodziny.
3. Wysyłasz swojemu synowi SMS-a z informacją o tym, że już pora na kolację, a on odsyla Ci e-maila z odpowiedzią, że zaraz przyjdzie do kuchni.
4. Twoja córka sprzedaje lizaki przez swoją witrynę internetową.
5. Kilka razy dziennie gawędzisz z nieznajomym z Południowej Afryki, ale w tym miesiącu nie rozmawiałes jeszcze ze swoim sąsiadem zza ściany.
6. Twoja matka prosi Cię o wysłanie zdjęcia Twego nowonarodzonego dziecka w jotpegu by móc z niego zrobić wygaszacz ekranu.
7. Wracając z pracy zatrzymujesz samochód na podjeździe do swojego garażu i dzwonisz z komórki by sprawdzić czy ktoś jest w domu.
8. Każda reklama w telewizji posiada adres WWW na dole ekranu.
9. Kupujesz komputer, a po sześciu miesiącach jest on przestarzały i wart połowę ceny za którą go kupiłeś.
10. Wyjście z domu bez telefonu komórkowego, którego nie miałeś przez dotychczasowe 20-50 lat swojego życia, spowoduje panikę i to że po telefon wrócisz do domu.
11. Zapłacenie za coś zywą gotówką, zamiast karty kredytowej czy debetowej, to przedsięwzięcie, które wymaga wcześniejszego zaplanowania.
12. Sprzątanie pokoju stołowego oznacza wyrzucenie torebek po fastfudach z tylnego siedzenia samochodu.
13. Przyczyną braku kontaktu z rodziną jest to, że nie posiadają oni adresu e-mailowego.
14. Jeśli masz na ścianie/lodówce poprzylepiane mnóstwo kolorowych karteczek to znaczy, że jesteś człowiekiem zorganizowanym.
15. Wiekszość dowcipów poznajesz przez internet.
16. W domu zakładasz sobie drugą linie telefoniczna by w ogóle móc rozmawiać przez telefon.
17. Wychodzisz z internetu i masz paskudne uczucie, ze właśnie rozstałeś się z ukochaną.
18. Wstajesz rano i wchodzisz do internetu zanim jeszcze zdażysz wypic kawę.
19. Budzisz się o drugiej nad ranem by pójść do łazienki, a w drodze powrotnej do łóżka sprawdzasz jeszcze czy ktoś nie przysłał Ci e-maila.
20. Gdy się uśmiechasz, albo robisz inne miny, przekrzywiasz odruchowo glowę na bok [:-)]
22. Od lat nie ustawiasz pasjansa przy pomocy prawdziwych kart.
23. Pytasz kolegów z pracy, siedzących tuż obok per mail, czy mają ochotę na piwo, a oni wysyłają odpowiedź również pocztą elektroniczną “OK., daj mi 5 minut”.
24. Nie znasz ceny znaczka pocztowego na list.
25. Od 4 lat siedzisz przy tym samym biurku, choć pracowałeś już dla 3 różnych firm.
26. Idziesz do pracy, gdy jest ciemno i wracasz, gdy jest ciemno – nawet w lecie.
27. Twoi rodzice opisują Cię słowami “on pracuje przy komputerze”.
28. Czytałeś ten tekst ciągle przytakując.
29. Co gorsza, prześlesz go komuś dalej…
———————————————
A wracając do Pana wpisu na temat “życia w dwóch czasach” oraz przedwojennych gwiazd kina płci pięknej pozwolę sobie na pytanie:
Jak Pan znajduje twórczość Kabaretu Moralnego Niepokoju i co Pan sądzi o p.Katarzynie Pakosińskiej?
;-)
Pozdrawiam,
MK
komentarz - autor: mariankulig — środa, 4.06.2008 @ 13:22 |
Kabaret Moralnego Niepokoju jest bez wątpienia kabaretem powojennym :-) Jednak mimo to bardzo go lubię, choć przyznam się, Panie Marianie, że moje kabaretowe czasy zdecydowanie minęły. Aż wstyd się przyznać, ale nie byłem np. na ani jednym przedstawieniu Kabaretu Ani Mru-Mru, mimo że jesteśmy przecież z tego samego miasta i grywał on regularnie w jednej z lubelskich winiarni (w której zresztą w celach mniej kulturalnych bywałem).
Ale wracając do tematu i p. Katarzyny Pakosińskiej, to zapewne nie powiem nic szczególnie oryginalnego – to jedna z najbardziej uroczych osobowości scenicznych, jakie ostatnio możemy oglądać. Właśnie “uroczych” – to ważne, no i zapewne nieprzypadkowo Pan ją przywołał, jako że właśnie w przedwojennym kinie bardzo liczył się urok aktorki, nie tylko “ładność”. Urok tkwi w grze ciałem, minami – wspaniały spadek kina niemego, który wymagał od ówczesnych gwiazd czegoś znacznie trudniejszego niż tylko eksponowania atrybutów urody. I Katarzyna Pakosińska to właśnie ma, to urok wręcz brawurowy! Nawet pamiętam w jakimś piśmie jej czarno-białe zdjęcie, na którym została bardzo przedwojennie wystylizowana – i nie wygląda to wcale sztucznie, właściwa osoba właściwie sfotografowana! Zapewne gdzieś w Sieci można na nie trafić…
komentarz - autor: Marcin Wroński — czwartek, 12.06.2008 @ 22:23 |