Marcin Wroński: niedziennik autora

czwartek, 12.06.2008

Z życia kibica

Zaszufladkowany do: Fragmenty, Refleksje — Marcin Wroński @ 22:03
Tags: , ,

Akurat gdy Polska przegrywała 2:0 z Niemcami, stawiałem ostatnią kropkę w „Komisarzu Maciejewskim. Kinie Venus”. Po drugiej stronie ulicy (i tylko kawałek przez niewielki park) mam jednak bar futbolowy, więc reakcje kibiców mogłem śledzić na bieżąco. No i śledziłem, bo pragnę donieść, iż niedawno sam zostałem kibicem. Tyle że wirtualnym.

W „Morderstwie pod cenzurą” jest pewna drapieżna scena – należy do moich ulubionych, a i jeden z krytyków bardzo ją docenił – gdy pijany komisarz Maciejewski wraca ciemną ulicą Wapienną, staje na moście i nagle pod wpływem jakiegoś impulsu zaczyna śpiewać:

Bystrzyca niech do Wieprza
swe wody toczy precz,
a nasza Unia Lublin
wygrywa każdy mecz!

Nawet nie przypuszczałem wówczas, że niecały rok po napisaniu tych słów mnie również udzielą się jego emocje. I że zostanę kibicem właśnie Unii.

WKS Unia Lublin
to klub, który nie istnieje od ponad 60 lat. Ostatnie mecze – konspiracyjne, zagrożone łapankami! – rozgrywał w latach 40. podczas okupacji niemieckiej. Powstał w 1927 r. jako efekt fuzji Lublinianki i WKS-u, które osobno prezentowały dość żałosny poziom, jednak potencjał piłkarzy dawał nadzieje na lepsze jutro, o ile zmontuje się z nich jedną drużynę. Dzięki temu w tym samym sezonie lubelscy zawodnicy zdobyli mistrzostwo okręgu, sukces powtórzyli również w 1928 i 1930. Zyga Maciejewski cieszył się z tego jak dziecko, a ja – zmuszony przynajmniej próbować myśleć jak moja postać – jego radością się zaraziłem.

Wirtualne kibicowanie
wessało mnie zupełnie niespodziewanie, kiedy zajrzałem do „Przeglądów Sportowych” z 1931 r., tylko by sprawdzić jeden drobiazg (czy żydowska drużyna Makabi była z Warszawy). Jednak sam nie zauważyłem, kiedy minęło kilka godzin. Z „Przeglądu” przesiadłem się na rubrykę sportową „Ziemi Lubelskiej”, a w międzyczasie wysłałem kilka pełnych radości mejli do znajomego dziennikarza z Siedlec – no bo jak miałem nie wysłać, skoro Unia Lublin wygrała z Turem Siedlce 7:0?! Każdy lokalny patriota na moim miejscu postąpiłby tak samo.

Siadając do kolejnej sesji wirtualnego kibicowania mojej ulubionej drużynie, byłem już lepiej przygotowany – kupiłem sobie piwa. Emocje od razu zagrały silniej, niestety zabrakło mi czasu (a może piwa?) na dotarcie do końca sezonu 1931. Jednak nie odpuszczę! Kibicowanie nie polega przecież na tym, żeby dostać wszystko naraz, tylko by mieć na co czekać.

O, na przykład taki mecz Unia – Wisła Kraków,
w którym już za kilka lat, w 1938, w finale mistrzostw Polski juniorów lubelska drużyna pokona krakowian 3:2! Nie jest to co prawda taka radość, jaką dałoby wejście Unii do ekstraklasy, no ale dominacja Galicji w polskiej piłce była nie do przełamania. I nawet nie chodziło o Kraków – bardziej o Lwów, prawdziwą potęgę, która miała przed wojną aż 4 kluby grające w ekstraklasie: Lechię, Czarnych, Hasmoneę i Pogoń.

Na razie jednak wciąż jestem w roku 1931 zbulwersowany meczem Unii z lubelskim AZS-em. Nieraz już mówiłem i pisałem o tym, że przedwojnie wcale tak bardzo nie różniło się od powojnia. Również w sporcie – bo oto

„Ziemia Lubelska” rozwiała mit o fair play:

Na tem miejscu musimy napiętnować zachowanie się p. p. z kierownictwa AZS-u, którzy zachęcali swą drużynę naprzykład takiemi okrzykami: „Dobrze wal go w kości”, „Złam mu kulasę” i t. p.

„ZL” 27 V 1931

Sprawozdawca nie zostawił również suchej nitki na sędzim, który „niewiadomo dla czego usunął świetnie grającego Rochmana” (jednego z najlepszych strzelców Unii). Różne miałem podejrzenia – od antysemityzmu po sceny z filmu „Piłkarski poker”. Niestety zapewne do bliższych szczegółów nie dotrę, bo urok wirtualnego kibicowania jest dokładnie taki sam jak urok pisania – brakujące fakty trzeba samemu wymyślić.

Tymczasem, jak słyszę zza okna, mecz z Austrią trwa w najlepsze i chyba nawet polska reprezentacja odnosi jakieś sukcesy…

7 komentarzy »

  1. Temat piłkarski na czasie, a właściwie już nie…
    To i ja się dostroję – dziś inny adres www “przy mnie”.
    Przedwojenna piłka była momentami znacznie ciekawsza niż dzisiejsza. Na poziomie pierwszej ligi zdarzały się rzeczy dziś niespotykane. Nie mówię o wynikach, ale np. o sytuacjach, gdy drużyna obraża się na sędziego i schodzi z boiska. Ciekawe były też drużyny, chociażby wspominane przez Ciebie Makabi czy też Hasmonea albo 1 FC Katowice, a więc drużyny jednoznacznie kojarzone “etnicznie”. Znane i uznane firmy dzisiejszej piłki miały nieco inną postać – np. Ruch Hajduki Wielkie to obecny Ruch Chorzów (efekt zmiany granic Chorzowa). Ja siedzę bardziej w powojennej historii sportu, dlatego wspomnę, że niewątpliwy sukces juniorów Unii powtórzyli na początku lat 70. młodzi piłkarze Motoru. I to, jak do tej pory, jedyne medale drużyn z naszego regionu.
    Na styku dwu rzeczywistości, przed- i powojennej warto wspomnieć o “oficjalnych” meczach w czasie okupacji (a odbywały się takowe z koniecznością zachowania tajności, bo oczywiście były nielegalne), czy też pierwszym meczu międzynarodowym po wyzwoleniu (jeśli mnie pamięć nie myli przeciwnikami byli Włosi). Polecam też zajrzeć tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Lublinianka_1946_stadion_ul._Okopowa.jpg
    Zdjęcie stadionu przy Okopowej (dzisiaj stoi tam budynek DOKP), tuż po wojnie.

    komentarz - autor: Kamil — wtorek, 17.06.2008 @ 13:21 | Odpowiedz

  2. Tak, widziałem to zdjęcie. I w ogóle te różne dawne drobiazgi sportowe to są ciekawe i inspirujące rzeczy. Dlatego gdy zacząłem szukać materiałów, bardzo mnie zdziwiło – jako kompletnego laika – że historia sportu jest sprawą tak niszową. Sport wydaje się mieć bardzo krótką pamięć, kibice jeszcze krótszą – gdy patrzę czasem w telewizor, mam wrażenie, że polska piłka zaczęła się, i to w najlepszym razie, w 1974 r. A to bardzo ciekawe, bo podczas wojen chętnie odwoływano się do militarnych tradycji sprzed wieków, jeśli więc futbol jest cywilizowaną formą wojny plemiennej, to powinno być podobnie ;)

    Cieszę się, Kamilu, że też Cię interesują takie sprawy. Na pewno będę chciał przemycać drobne epizody sportowe w kolejnych Maciejewskich i chętnie zgłoszę się do Ciebie po rady, a może i sam spróbuję Cię czymś zaskoczyć ;)

    komentarz - autor: Marcin Wroński — środa, 18.06.2008 @ 17:34 | Odpowiedz

  3. Z ciszy na blogu i informacji na stronie wywnioskować można, że Maciejewski 2 nadchodzi… Nie mylę się, prawda? Możesz pochwalić się orientacyjną datą wydania, czy też jest to pilnie strzeżona tajemnica służbowa?
    Na stronie widziałem odnośnik do Szyca jako Maciejewskiego. Pamiętam, że kiedyś zaskoczyłeś mnie obsadzając (w teorii :) Barcisia w roli Marla. A jak widzi Ci się wspomniane zestawienie?

    komentarz - autor: Kamil — czwartek, 7.08.2008 @ 8:49 | Odpowiedz

  4. Tak, Maciejewski 2 jest już po redakcji, teraz trwa korekta. Co prawda na tym etapie nie mam już nic do roboty z samym tekstem, ale trwają różne przymiarki promocyjne, w których też trochę biorę udział. Stąd milczenie, bo brak czasu. Ale termin nie jest tajemnicą – połowa października.
    Odnośnik do Szyca też mnie zaskoczył :) I o tym miałbym ochotę dodać kolejny wspis, jak tylko znajdę chwilę. Pozdrawiam serdecznie :)

    komentarz - autor: Marcin Wroński — czwartek, 7.08.2008 @ 11:44 | Odpowiedz

  5. Witam,

    A już się zbierałem do pisania do Pana, Panie Marcinie…

    Nie jestem kobicem piłkarskim (piłka nożna zwykle mnie nuży – wolę koszykówkę) ale wczoraj przypadkowo włączyłem telewizor w trakcie meczu Wisła Kraków – Beitar Jerozolima i zostałem ptrzed ekranem do końca transmisji…
    5:0 – piękny wynik, zwłaszcza po porażce w Jerozolimie i piękna dynamiczna piłka, której zwykle na polskich stadionach się nie ogląda…

    A co do spraw policyjnych, to polecam nowość:
    http://www.wol.pl/item.php5?id=3253
    właśnie przejrzałem w księgarni – są wspomnienia ze szkoły policyjnej i dwuletniej służby przed wojną w Warszawie.

    komentarz - autor: mariankulig — czwartek, 7.08.2008 @ 12:31 | Odpowiedz

  6. [...] namyśle dopasowałem (i chyba nie najgorzej) Artura Barcisia, co przypomniał mi w swym komentarzu Kamil Nieścioruk. Ale co tu zrobić, skoro ja naprawdę nie podchodzę w ten sposób ani do książek, ani nawet do [...]

    Pingback - autor: Borys Szyc i Marlena Dietrich « Marcin Wroński: niedziennik autora — czwartek, 7.08.2008 @ 16:12 | Odpowiedz

  7. Witam, Panie Marianie,

    Meczu nie widziałem, choć może powinienem – być może wreszcie przekonałbym się, że piłka nożna coś w sobie ma. A książka wygląda bardzo obiecująco i chyba nie będę miał innego wyjścia, jak ją kupić. Mam bowiem coraz bardziej precyzyjne plany na powieść o komisarzu Maciejewskim podczas okupacji.

    Podrawiam serdecznie

    komentarz - autor: Marcin Wroński — czwartek, 7.08.2008 @ 16:20 | Odpowiedz


Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.