Siedziałem przy kominku w nowym domu moich dawniej lubelskich, obecnie gorzowskich przyjaciół jak na literata przystało – z literatką w garści. Sądziłem, że to już finał moich podróżniczych atrakcji, gdy Dorota – koordynatorka gorzowskiego oddziału Fundacji „Mam Marzenie”, zaczęła opowiadać o Santoku i podobnie jak ona zakochanym w tym miejscu artyście, Jerzym Gąsiorku. Początkowo słuchałem tego zupełnie niezobowiązująco, w końcu niemal pod nosem mam Kazimierz nad Wisłą, a tam pełne garście malowniczości. Zaraz jednak słuch mi się wyostrzył, gdy doszła do tego, że pan Jerzy jest właścicielem nie jakiejś tam kurnej chaty czy innego wiatraka przerobionego na pracownię, ale prawdziwej wieży.
Jerzy Gąsiorek, piszący się czasem: Gąsior, jest człowiekiem wielu talentów – malarzem, rzeźbiarzem, poetą, trochę historykiem-regionalistą, do tego mimo swych 67 lat autorem reportaży z dalekich wypraw rowerowych. Jego wieża trzyma się równie świetnie i też zaskakuje. Jest niecałe 10 lat starsza od swego obecnego właściciela, choć z pozoru wygląda bardzo zabytkowo i obronnie. Taki jednak był zamysł jej narodowo-socjalistycznych twórców, ich głos w sprawie niemieckości tych terenów, a Santoka w szczególności.
 |
| Droga na wieżę grzbietem głębokiego wąwozu, na dnie którego cisną się santocki kościół i cmentarz (fot. Małgorzata Pacholczyk). |
Zanim wieża pana Jerzego wzięła udział w walce szkieletów,
o Santoku pisał nie byle kto, bo sam Gall Anonim, nazywając tutejszy gród kluczem i strażnicą królestwa. Istotnie, grodzisko, na którym się znajdował, leżało dawniej w samych widłach Noteci i Warty, dopiero jedna z powodzi odsłoniła jego lewą flankę, odebrała Wschodowi i oddała Zachodowi. Gall Anonim już wówczas nie żył, piórem walczyli inni nadworni propagandziści, aż wreszcie prof. Wilhelm Unverzagt w latach 30. ukuł
„pojęcie tzw. santockiego gnoju, bo tego materiału znaleziono bardzo dużo w zabudowaniach w dawnym grodzie. Zdaniem Wilhelma Unverzagta, zapach unoszący się jeszcze dziś daje pojęcie o ówczesnych stosunkach kulturalnych”.
(D. Barański, Santok – wieś z burzliwą przeszłością, „Gazeta Wyborcza – Gorzów”, 8 stycznia 2008)
Archeologia jest nauką bardzo polityczną, dlatego w tym samym czasie, gdy prof. Unverzagt rozkopywał grodzisko i kłócił się na łamach prasy fachowej z odkrywcą Biskupina, prof. Józefem Kostrzewskim, na drugim brzegu Warty zaczęto stawiać wieżę. Taką, o jakiej z pewnością marzyli germańscy obrońcy grodu Zantoch – choć cywilną, jednak odgrodzoną fosą, i choć będącą li tylko atrakcją turystyczną, jednak z solidnego kamienia. Każda niemiecka wycieczka szkolna mogła (i powinna!) wejść po wąskich schodach na jej szczyt i z wysokości nadbrzeżnej skarpy podziwiać piękno germańskiego Wschodu. A potem zejść na sam dół i spojrzeć przez szybę do piwnicy, gdzie ekipa prof. Unverzagta umieściła szkielety wojów askańskich, którzy zresztą później, za PRL-u, okazali się wojami Chrobrego – a że teraz mamy zgodę i Unię, to całkiem zniknęli i nikt chyba nie wie, gdzie ich szukać.
 |
| Wieża i Zantoch, jakim był w latach 30. XX w. (z galerii Urzędu Gminy w Santoku, własność S. Pietkiewicza). Widać dobrze utrzymany pomost nad sztuczną fosą wokół budynku (dziś drewniana i chybotliwa kładka bez poręczy), jak również otwarty taras widokowy na szczycie. Na fotografiach z lat 40. jest już przeszklony. |
 |
| Widły Noteci i Warty (fot. Małgorzata Pacholczyk). Niewiele się zmieniły od czasów, gdy Santok nazywał się Zantoch. Po drugiej stronie rzeki leżało średniowieczne grodzisko. |
 |
| Neogotycki kościół św. Józefa z 1858 r. (fot. Małgorzata Pacholczyk). Starszy, XVIII-wieczny został rozebrany, ponieważ stał na drodze linii kolejowej. |
 |
| Po starym kościele pozostała tylko niepozorna dzwonnica widoczna na pierwszym zdjęciu – po lewej, i na ostatnim – zaraz za składem pana Schliekeisera (z galerii Urzędu Gminy w Santoku). |
Wieża i pan Jerzy
bardzo do siebie pasują. Wieża to piękne widoki, a Jerzy Gąsiorek to wizje. Wieża powstała z myślą o umocnieniu wojennego ducha Niemców, a pan Jerzy (ur. w 1941 r.) to dziecko wojny, od małego przyzwyczajony do zdegradowanych przedmiotów: przestrzelonych hełmów, strzępów mundurów, żelbetowych fragmentów bunkrów, sprzętu gospodarskiego, który ktoś porzucił i pewnie zaraz o tym zapomniał. Właśnie te przedmioty w wieży Jerzego Gąsiorka nabierają drugiego życia, stają się zwierzętami, świątkami, don Kichotami… Zresztą również temat sprzętu wojennego i śmierci ciągle jest mu bliski, wystarczy spojrzeć na Kursk – okręt-cmentarz zrobiony ze starej balii czy pokrywy jakiegoś urządzenia (jeśli ktoś wie, niech mnie poprawi).
Jest w tym coś z Hasiora i Szajny – pan Jerzy sam przyznaje się do inspiracji, niemniej on nie pomnikuje, on zostawia drobne ślady we własnym mikrokosmosie, bardziej jak bohaterowie poetyckich filmów A. Kondratiuka z Gzowa nad Pokrzywnicą (czy bardziej swojsko: Pokrzywniczką).
 |
| Po lewej fragment Kurska, przy nim swojski bocian, kret i giez (fot. Małgorzata Pacholczyk) |
Wieża Jerzego Gąsiorka to niebo tarasu widokowego, ziemia w części środkowej (gdzie jak na ziemię przystało artysta ma kuchnię i sypialnię) oraz piekło podziemi, gdzie leżały średniowieczne szkielety o nieustalonej proweniencji i niepewnych poglądach na kwestię germańsko-słowiańską, a teraz stoi Kursk. Ale nawet infernum zostało przez Gąsiora oswojone zwierzętami z drewna i betonu. Podobnie zresztą oswoił i samą wieżę, było nie było – ślad takiej historii, do której oby nie było powrotu. Wieżę, która jak i inne tworzywa rzeźb pana Jerzego niszczała wyrzucona na historyczny śmietnik. Bo przecież przedmiot nie musi służyć tylko zgodnie ze swym pierwotnym przeznaczeniem, można mu nadać nowe.
 |
| Niebo – świątki i don Kichoty Jerzego Gąsiorka (fot. Małgorzata Pacholczyk) |
 |
| Kozy w Gąsiorowym niebie (fot. Małgorzata Pacholczyk) |
 |
| Ziemia – i mistrz Gąsiorek (fot. Dorota Jurczyńska) |
 |
| Droga do infernum Gąsiora. Na ścianach święci męczennicy (fot. Dorota Jurczyńska) |
Każdy, kto ma manię zbieractwa jak Jerzy Gąsiorek (w celach artystycznych) lub ja (z wrodzonego skąpstwa), wie, że przedmioty zasługują na drugą szansę – być może nawet częściej niż ludzie. Gdy patrzę na wieżę w Santoku i prace pana Jerzego, pozbywam się wszelkich wątpliwości.
Witam!
Fantastyczny artykuł! Faktycznie – Kursk jest zrobiony ze starej wanny ze szkiełkiem w środku i kawałkiem munduru. Ma na sobie tyle małych krzyżyków ile wtedy marynarzy zginęło. Wieża to moje coroczne spełnienie marzeń o udanym wypoczynku :) I zazwyczaj mi się udaje tam wypocząć na cały rok :) Pozdrawiam serdecznie!
komentarz - autor: Alicja — niedziela, 16.08.2009 @ 21:47 |
Dobry wieczór, Pani Alicjo, cieszę się, że mój artykuł uprzyjemnił Pani wieczór. Dziękuję też za uściślenie tworzywa “Kurska”. Jeśli będzie Pani w Santoku na wieży, proszę pozdrowić ode mnie Pana Jerzego. Pozdrawiam serdecznie!
PS. Przepraszam twż Czytelników mojego bloga zniecierpliwonych brakiem nowych tekstów. Ciężko pracuję nad kolejną powieścią i brakuje mi wolnej przestrzeni w rozumie na Niedziennik. Mam jednak nadzieję, że mi to przejdzie.
komentarz - autor: Marcin Wroński — niedziela, 16.08.2009 @ 22:33 |
Wujek już został pozdrowiony przez moich rodziców – oni teraz stacjonują na wieży. Ja się dopiero wybieram na weekend :) Wujek nawet przeczytał artykuł i bardzo mu się podobał:) Serdecznie pozdrawiam!
komentarz - autor: Alicja — poniedziałek, 17.08.2009 @ 18:41 |